Blog w kategorii: Polityka     Następny »   Szukaj bloga:   Pisz bloga 



31 stycznia 2007

Wielce szanowni, straszliwie mądrzy i wszystko wiedzący dziennikarze. Bardzo serdecznie Was proszę zostawcie mnie w spokoju i przestańcie szukać mi zajęcia. Mam pracę. Jestem doradcą ds. strategii banku. Nowa strategia na kolejne sześć lat jest podstawowym dokumentem wskazującym kierunki rozwoju. Bardzo interesująca praca. Zajęła mnie bez reszty. Potrwa to zapewne jeszcze kilka tygodni. W tym czasie nie powinienem wypowiadać się o PKO BP. Jest to spółka giełdowa i nie doradcy mają prawo do wypowiedzi w sprawach działalności banku.

Jednocześnie korzystam ze swoich praw publicznych i stanąłem do konkursu na prezesa banku. Mam do tego pełne prawo. Nie odbierajcie mi tego prawa. Nie macie Wy do tego prawa, by mi je odbierać. Przeczytajcie ustawę i ogłoszenie konkursowe – wypełniam wszystkie kryteria tam zawarte. Absolutnie wszystkie, zupełnie wszyściutkie. Jeśli mówicie inaczej to kłamiecie. Przeczytajcie też – proszę grzecznie – wywiad z szefem Komisji Nadzoru Finansowego dla jednego z miesięczników, gdzie wypowiada się w sprawie wewnętrznych przepisów komisji.

Poza procedurą konkursową nie prowadziłem żadnych, najmniejszych nawet rozmów z członkami rady nadzorczej oprócz Prezesa, któremu doradzam, ale który w tym czasie nie jest członkiem rady nadzorczej. Przez ostatnie około dwa miesiące nie rozmawiałem też z żadnym członkiem Komisji Nadzoru Bankowego. Przestańcie więc pisać o naciskach politycznych, bo podważacie moje dobre imię. Na to nie pozwolę, bo poza rodzinę właściwie jedynie to mam. A poza wszystkim członkowie rad nadzorczych zobowiązani są do reagowania na wszelkie naciski. Plotkowanie publiczne o tym, jest działaniem na szkodę spółki.

Przestańcie też - proszę - obsadzać mną kolejne spółki skarbu państwa. Zwłaszcza poza Warszawą. To głupie. A plotki chociaż sprawdzajcie, przecież odbieram telefon.

Dziś jestem osobą prywatną, uszanujcie to. Proszę. Nie pcham się Wam w kamer i sitek. Lubię Was i staram się być kulturalnym. Nie wykorzystujcie tego. Radzę sobie w życiu przez ostatnie 47 lat, poradzę sobie też dziś. Czego i Wam życzę, choć – znów proszę – nie moim kosztem.

Kazimierz Marcinkiewicz
559 komentarzy

29 stycznia 2007

1. W środę minie pół roku od pierwszego wpisu w moim blogu. Wówczas miałem ponad 2 tysiące komentarzy. Od tego czasu już prawie 30 tysięcy komentarzy i 1,5 miliona odwiedzających. Jestem zaszokowany. Tego nie spodziewałem się. Dziękuję wszystkim za wspólną dyskusję. Za wejścia i wpisy, za dobre i złe komentarze, za słowa otuchy i wręcz przeciwnie. Wiem, że ryzykowałem rozpoczynając blogowanie, ale wszystko wyszło bardzo dobrze. Postaram się nadal pisać często i na temat. Może nawet ciekawie. Obiecuję nadal czytanie wszystkich wpisów, tak jak dotychczas. I to, że od czasu do czasu będę się do nich odnosił. Tak jak dziś.

2. Wszedłem też na wiele Waszych blogów i przyznam, jak zwykle szczerze, podziwiam. Zwłaszcza graficzne opracowania waszych stron. Mnie na taki wysiłek nie stać. Tyle kolorów, zdjęć i fantazji. Kapitalnie. Także treść interesująca. Nawet jeśli nie dla mnie to jednak zawsze warto docenić każdą pasję, każde zaangażowanie, każde zainteresowanie. Gratuluję serdecznie.

3. Na koniec. Strasznie nie lubię, gdy “bije się mnie za niezawinione grzech”. Własnych wad i popełnianych błędów mam tyle, że cudzych, albo niesprawiedliwych nie znoszę. Nie piszcie więc, że pojechałem do Stanów Zjednoczonych za pieniądze banku, albo środki publiczne. Skąd to wiecie? Sami tak robicie? To wyobraźcie sobie, że ja nie. Nigdy nie wykorzystywałem swojego stanowiska do celów prywatnych. W USA byłem na zaproszenie Heritage Foundation. Nie wmawiajcie mi też, że forma “mnie się” jest formą nieprawidłową, bo tak nie jest. Mój polonista nauczył mnie nie pisać “misiów”, choć dziś obie formy są prawidłowe. Sprawdzałem u autorytetów. Nie powielajcie też medialnych fałszywych informacji, o tym że nie znam angielskiego. Nie jestem orłem, więcej nie jestem zadowolony z poziomu posługiwania się tym językiem, zwłaszcza w mowie. Czytam lepiej, a rozumiem więcej. Uczę się dopiero kilka lat i dzisiejszy poziom określiłbym jako upper-intermediate, ale mam już na swoim koncie kilkadziesiąt wystąpień czytanych i mówionych oraz wiele rozmów, w tym bardzo ważnych. Wszędzie potrafię się już dogadać. Dajcie więc mi spokój.

4. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i jeszcze serdeczniej zapraszam do blogowania. Mam za sobą wspólne, dobre pół roku. Idźmy za ciosem. Dziękuję też ONET-owi. Od Was zaczynam dzień. Pomogliście sporo by blog się udał. Dzięki za już i proszę o jeszcze.

Kazimierz Marcinkiewicz
161 komentarzy

26 stycznia 2007
1. Muszę wrócić do New Yorku. Na razie tylko w blogu. Zapomniałem bowiem napisać o mszy św. na jakiej byłem w katedrze Świętego Patryka. Kościół wypełniony. Pewnie dobrze ponad 1000 osób. Na filarach ekrany, więc z każdego miejsca dobrze widać ołtarz. Mszę koncelebrował ksiądz biskup. Doskonały chór, świetne kazanie, dobra organizacja. Tego się nie spodziewałem. Czyli miłe zaskoczenie.
 
2. Starałem się przez ostatni miesiąc unikać mediów. Nie udzielałem wywiadów, nie komentowałem wydarzeń, odmawiałem dziennikarzom jakichkolwiek wypowiedzi. I co? Nic. Dziennikarze mnie nie potrzebują, żeby o mnie pisać i mówić. Radzą sobie beze mnie doskonale. Każde grzecznościowe zdanie wykorzystają i piszą na tej podstawie spory tekst. A jak nic nie powiem to sami włożą mi w usta jakąś wypowiedź, np. że powiedziałem coś po imieniu choć nigdy tak nie mówię. To zupełnie nieprawdopodobne, a jednak prawdziwe. Moja żona mówi, że jest prawda, cała prawda i g.. prawda. Ostatnio królowała w mediach w odniesieniu do mojej osoby ta ostatnia.
 
3. Wreszcie udało mnie się spotkać Jana - mego przyjaciela z zaprzyjaźnionej partii. Gadaliśmy ze cztery godziny. To aż niewiarygodne, ale zgadzaliśmy się w 99% i co do opisu obecnej sytuacji politycznej, jej najbliższego rozwoju, a nawet działań jakie trzeba podjąć w przyszłości. To cieszy, gdy człowiek spotka bratnią duszę i pogada o "starych Polakach". Musimy pewnie częściej się spotykać. Teraz już jak polityk z biznesmenem. Politykę porzuciłem, coraz bardziej wiem dlaczego i czuję się z tym dobrze.
Kazimierz Marcinkiewicz
259 komentarzy

24 stycznia 2007
Gdyby ktoś mnie zapytał jakie miasto uważam za najbardziej ekscytujące, to miałbym problem z odpowiedzią. Londyn ze swoim niespotykanym tempem życia, z charakterystycznymi taksówkami, autobusami i budkami telefonicznymi, świetnie zorganizowanym metrem, niespotykanym city, kapitalnym Soho, cudownie zagospodarowaną rzeką …. Czy Nowy Jork drapiąco, aż do chmur wysoki, przerażająco rozległy, fascynująco, kolorowo, przepięknie różnorodny, żyjący równie intensywnie dniem jak i nocą…?
Zawsze podróż do Nowego Jorku cieszy. Udało nam się pójść na mecz NBA – Knicks grali z Nets. Wielkie widowisko. Poszliśmy na musical - „Producent” – stary, ale jary. Zwiedzaliśmy wszystko co można zwiedzić przez dwa-trzy dni. Byliśmy w „strefie zero”. Poprzednio byłem tam w roku 2000, a więc „przed wszystkim”. Wówczas oglądałem świat z dachu WTC, teraz z prawie podziemi.
W intensywnie pracującym polskim konsulacie wzięliśmy udział w otwarciu wystawy: „Granice – borders”. Polski fotografik trafił w sedno, dziś Polacy przekraczają granice. Granice państw i społeczeństw, granice młodości i szaleństwa, granice pracy i odpoczynku. Młodzi, piękni ludzie z różnych stron świata w polskich strojach ludowych. Genialne. Młoda Polka mieszkająca w NYC powiedziała oglądając wystawę – nie wiedziałam, że mamy tyle ludowych strojów.
Było trochę pracy – spotkania biznesowe na przykład z władzami Fundacji Kościuszkowskiej. Było też trochę zabawy – bez przekraczania granic.
W Nowym Jorku spotkałem Konrada, mojego młodego przyjaciela, który pojechał tam w celach edukacyjnych. Aż się boję, co z niego będzie jak wróci. Przecież świetny był już przed wyjazdem.
To ciekawe, że Warszawa jest chyba droższa od Nowego Jorku. Tym bardziej NYC jest ekscytujący. Po tej ekscytacji, czy raczej różnicy czasu powoli dochodzę do siebie. A tu najważniejsze dla mnie decyzje. Oj dzieje się w moim życiu, dzieje.

Kazimierz Marcinkiewicz
60 komentarzy

22 stycznia 2007
Wróciłem. Przez cały tydzień nie zaglądałem do swojej poczty, nie czytałem wiadomości internetowych, ani gazet. Nic co dotyczy sytuacji bieżącej. Uciekłem z Polski dosyć skutecznie. Pewnie z bieżących spraw nic nie straciłem.
Byłem w Waszyngtonie na konferencji: US – Polish relations, zorganizowanej przez The Heritage Foundation oraz Margaret Thatcher Center for Freedom. Wszyscy czujemy pogarszanie się naszych wzajemnych stosunków. Pewnie powodów jest wiele, choć moim zdaniem najważniejszym jest zbyt serwilistyczna polityka poprzedników. Wywołała ona zbyt wiele oczekiwań, często trudnych lub niemożliwych do spełnienia i to po obu stronach. Warto było sprawdzić, czy partnerzy amerykańscy czują podobnie. Dyskusje odbywały się w czterech blokach tematycznych: obrona, bezpieczeństwo energetyczne, relacje z Ukrainą oraz relacje US – EU – Polska. Oprócz ekspertów stronę amerykańską reprezentowali przedstawiciele administracji rządowej z Paula J. Dobriansky sekretarz stanu na czele.
Oczywiście rozmawialiśmy o wszystkim co dziś jest w naszych stosunkach najważniejsze: wizy, Irak i Afganistan, tarcza, dywersyfikacja gazu i ropy, Ukraina, Białoruś i Rosja, współpraca z Niemcami i całą Unią Europejską.
Dyskusja żywa i ciekawa. Pewnie bardziej polityczna niż rządowa, ale cenna i w moim przekonaniu owocna. Tak jak się spodziewałem: wizy są do załatwienia, a sceptycyzm co do gazociągu norweskiego i ropociągu ukraińskiego ogromne. Nawet więcej niż sceptycyzm.
To na takim szczeblu rządowym zapada wiele najważniejszych decyzji. To ci sami eksperci doradzają w sprawach dla nas najważniejszych. Dali temu świadectwo kongresmani i senatorowie Stanów Zjednoczonych, którzy w liczbie prawie 20 „przewinęli” się przez spotkania towarzyszące konferencji. Zaciekawienie słuchali o naszym kraju. Chłonęli wiedzę dla nich często zupełnie nowa. Nie zapomnę najpierw zdumionej miny senatora słuchającego o sytuacji gospodarczej Polski, a następnie pytania, które zaskoczyło mnie totalnie. Senator przerwał mój wywód – „a gdzie to jest?” No /nie zaczyna się zdania od no – pamiętajcie/ no właśnie – gdzie my jesteśmy?
Waszyngton to właściwie europejskie amerykańskie miasto. Świetnie zorganizowana stolica. Szkoda, że tak mało było czasu na zwiedzanie. Udało się jednak odbyć kilka dobrych, dodatkowych spotkań. Tak jak stolica, tak kapitalnie /prawda, że lubię to słowo/ zorganizowana była konferencja. Na jej rezultaty będziemy musieli poczekać. Może uda się zrobić więcej niż zamierzałem przed wyjazdem. Może.
Na weekend pojechałem do New York.

Kazimierz Marcinkiewicz
125 komentarzy

Archiwum
Statystyka
Ten blog czytano 1492792 razy
Skomentowano go 28128 razy
Autor
Kazimierz Marcinkiewicz, były premier.
W internecie
Księga gości

Copyright 1996-2007 Grupa Onet.pl SA (system)
Kazimierz Marcinkiewicz(treść i ilustracje);